top of page

Podróż na własną rękę do Kenii, a pandemia. Bezpieczeństwo, wiza, szczepienia, ubezpieczenia...

Jeszcze chwilę przed podróżą zastanawialiśmy się, czy wyjazd na dłuższy okres czasu do Kenii to na pewno dobry pomysł. Ziarenko niepewności początkowo zasiali w nas rodzice, a kolejne cegiełki dokładały każde kolejne osoby, które mniej bądź bardziej przypadkiem dowiadywały się o destynacji naszej kolejnej podróży. Tym postem chcielibyśmy więc ostatecznie rozwiać wszystkie wątpliwości i jeśli marzy Wam się Kenia, to idźcie w to na pełnej!


Jak to zorganizować? Szczepienia i ubezpieczenia... Czyli o odpowiednim przygotowaniu.


Oboje jesteśmy zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Staramy się nie panikować, ale jednocześnie jesteśmy przekonani, że wybierając tak egzotyczny kierunek, jakim jest Kenia - warto pomyśleć o środkach prewencyjnych. Największy niepokój w tym regionie związany jest z malarią. Rozwiejmy więc wątpliwości - NIE MA SZCZEPIEŃ PRZECIW MALARII! Natomiast spokojnie, bez paniki. Wyjaśnijmy sobie podstawowe kwestie. Malarię przenoszą komary, a tych najwięcej jest podczas pory deszczowej. Pora deszczowa przypada na okres od kwietnia do czerwca oraz od listopada do grudnia. Najprościej byłoby więc zaplanować swój wyjazd omijając powyższe miesiące, choć wcale do tego nie namawiamy. Pora deszczowa w Kenii nie zawsze jawi się obfitymi opadami. Nasza podróż do tego kraju zaczęła się wraz z końcem lutego, a kończyła +/- ostatniego dnia kwietnia. Podczas tego pobytu w nadmorskim regionie Kenii padało zaledwie 2/3 razy. Od lokalesów dowiedzieliśmy się również, że pory deszczowe są coraz mniej obfite w deszcz, albo ten pada wyłącznie w nocy, a w dzień utrzymuje się piękna słoneczna pogoda. Tak czy inaczej, komary są - Ale można się przed nimi zabezpieczyć!


Polecamy zaopatrzyć się w produkt odstraszający komary (i inne insekty) o nazwie MUGGA w wersji egzotic. Jest to preparat o możliwie najwyższym stężeniu substancji drażniących, który aplikuje się bezpośrednio na skórę. Czy działa? Absolutnie tak! Jednak przed wysmarowaniem, czy też spryskaniem nim całego ciała, zalecane jest zrobić mały test skórny. Trzeba również uważać na oczy i inne wysoko wrażliwe miejsca - nigdy nie odważylibyśmy zaaplikować go na twarz.

Są też inne sposoby zapobiegania nie tyle komarom, a samej malarii, czyli doustne zażywanie leku o nazwie Malarone. My nie poszliśmy tą drogą, z tego względu że nie lubimy częstować swoich organizmów lekami. Dodamy też, że sam lek zażywa się przed, w trakcie, jak i po odbytej podróży. Dlatego też nie wyobrażaliśmy sobie faszerować się tabletkami przez kilka miesięcy.

Lekarz, z którym się kontaktowaliśmy przed wyjazdem, tylko utwierdził nas w powyższym. Tak, czy inaczej, bardzo mocno namawiamy Was do konsultacji ze specjalistą medycyny podróży. Dobrze jest poczytać, o doświadczeniach innych, ale w kwestii własnego zdrowia każdy powinien zadecydować zgodnie z tym, jak będzie według niego najlepiej.

Po przylocie do Kenii, polecamy zaopatrzyć się w jednorazowe testy na malarię. Kosztują one w aptece ok. 3 do 5ciu dolarów/ szt. Wykonuje się je samodzielnie nakłuwając koniuszek palca i pobierając niewielką ilość krwi do testu. Wynik pojawia się w przeciągu 20 min. od pobrania. Oboje wykonaliśmy po dwa takie testy, czyli badaliśmy się raz w miesiącu.



Pozostając w tematyce prewencyjnej. Kenia nie należy do państw, które wymagają jakichkolwiek obowiązkowych szczepień. Natomiast zaleca się wykonanie szczepienia na:

- żółtą febrę (260 zł)

- tężec (150 zł)

- dur brzuszny (250 zł)

- wzw a (230 zł)

- wzw b (100 zł)

- cholerze

- wściekliźnie

Szczepienia przy których wyżej dopisałam kwoty, są tymi które oboje ostatecznie przyjęliśmy, przez co znamy ich ceny. Niektóre z nich przyjmuje się raz w życiu - jak na przykład żółta febra. Inne - raz na kilka lat w formie dawki przypominającej. Jeśli jesteście z Warszawy, to polecam zajrzeć do Centrum Medycznego Praga, nie jest to żadna współpraca, ale spotkaliśmy się tam z tak miłą obsługą, że zabrzmi to conajmniej dziwnie, ale przyjemnie wspominamy te wizyty.



Kolejna ważna kwestia, to ubezpieczenie na podróż! Istotne, by znaleźć dogodne dla siebie ubezpieczenie, które dodatkowo zapewniać będzie leczenie nagłego zachorowania na covid. Niektóre kraje wymagają takowego ubezpieczenia na konkretne kwoty - Kenia natomiast nie.

Nasza dwójka korzystała z ubezpieczenia z Warty, które jeśli mam być szczera - do najtańszych nie należy (ok. 350 zł/ os). Szukaliśmy jednak czegoś sprawdzonego, zaufanego. Na szczęście nie musieliśmy sprawdzać, czy Warta była tego warta, obyło się bez nagłych interwencji, czy wyjazdów do lekarzy.


Nie zapomnijcie o wizie! Ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną na Świecie, Kenia zmieniła wcześniejsze przepisy wizowe i aby legalnie wjechać do kraju, należy wniosek wizowy wypełnić przez internet. Nie ma możliwości zakupu wizy na miejscu, na lotnisku. Z wysłaniem wniosku wiąże się uiszczenie opłaty o wysokości 50 USD. Wniosek taki należy wypełnić najlepiej kilka dni przed wylotem. Przetwarzanie takiego dokumentu zajmuje od 12h do nawet trzech dni. Do wniosku potrzebne Wam będzie zdjęcie nie starsze niż 6msc. - nie musicie korzystać z usług fotografa. Wystarczy cyknąć sobie foto w domu, wg instrukcji zawartej we wniosku.



CIEKAWOSTKA: Opłacenie wizy turystycznej na 3msc nie daje gwarancji otrzymania prawa 3msc. pobytu w kraju. Wszystko zależy od tego, jaki okres czasu zostanie Wam wpisany do paszportu podczas przylotu. My, niczego nie świadomi, byliśmy przekonani, że mamy wizę, o którą aplikowaliśmy. Taką, która daje możliwość pobytu na terenie Kenii do 90 dni. Dopiero przy sprawdzaniu paszportów podczas opuszczania Kenii, okazało się, że celnik nadał nam wizę na 30dni! A to znaczy, że pozostały miesiąc spędziliśmy tam nielegalnie... Całe szczęście, że moje wytłumaczenie "na przysłowiową blondynkę" wypaliło i bez problemu opuściliśmy Kenię. PRO TIP: W momencie, gdy celnik pyta Was po co przyjechaliście, poinformujcie go również o zamierzonej dacie powrotu do swojego kraju. Istnieje wtedy duże prawdopodobieństwo, że właśnie na taki okres czasu zostanie przyznana Wam wiza.


Wreszcie covid test! Aby wylecieć do Kenii niezbędne jest wykonanie testu PCR. Wynik testu musi zostać opisany po angielsku. Dodatkowo test powinien być wykonany w placówce, która znajduje się na stronie honorowanych przez Kenię miejsc (info na stronie MOH). Kolejnym krokiem po otrzymaniu negatywnego wyniki testu, jest jego rejestracja w serwisie Trusted Travel.W ten sposób generujecie sobie kod QR, który sprawdzany jest na lotnisku docelowym, czyli po przylocie do Kenii.


Przy bookowaniu biletów lotniczych, zawsze dokładnie sprawdzajcie miejsce przesiadki/ przesiadek. Lufthansa (z której korzystaliśmy) leci do Nairobi z jedną przesiadką we Frankfurcie. Ciekawostka jest taka, że kiedy wylatywaliśmy pod koniec lutego do Kenii, Frankfurt jako miejsce tranzytowe dla naszego lotu, nie wymagało wykonywania żadnego testu. Natomiast kiedy wracaliśmy dwa miesiące póżniej, Niemcy wprowadzili zmianę i każde miasto tranzytowe, wymagało od przesiadających się wcześniejszego wykonania testu PCR bądź antygen rapid. Jak wszyscy wiemy, sytuacja na Świecie zmienia się bardzo dynamicznie, więc planując wyjazd, dobrze jest śledzić te informacje na bieżąco.



Dodam jeszcze, że robiąc test antygenowy w Kenii możecie przygotować się na dłuże niż w Europie oczekiwanie na wynik. Nie ma co ukrywać, tam się nikt nie śpieszy i albo się to pokocha, albo znienawidzi. Cena takiego testu jest dość nieokreślona. Mówię tak dlatego, że Pani w recepcji NEGOCJOWAŁA z nami tę kwotę. Z jej ust usłyszeliśmy początkowo 100 zł wyższą kwotę, niż napisane to było w oficjalnym cenniku na stronie internetowej. Po zapytaniu o co chodzi, Pani zmieszała się i potwierdziła cenę podaną w internecie. Potraktowalibyśmy to jako zwykłą pomyłkę, gdyby nie to, że po chwili, ta sama kobieta podeszła, gdy jedno z nas rozmawiało przez telefon i powiedziała, że może nam zrobić test PCR taniej niż kwota z cennika na stronie... Skomentujmy to jednym słowem MINDBLOW. Ale to nie koniec historii!

W związku z tym, że Frankfurt jako miejsce tranzytowe, nie wymagało testu PCR, zdecydowaliśmy się na rapid test - antygenowy (100zł/os). Jakież było nasze zdziwienie, gdy otrzymaliśmy wydrukowane dokumenty z opisem wykonanego testu PCR... Sprawdzajcie również swoje dane na wynikach, bo mój dokument był poprawiany dokładnie trzy razy. Za pierwszym numer paszportu się nie zgadzał, później problem z mailem, aż na końcu wpisana została zupełnie inna godzina pobrania próbki.

Pomyślicie sobie co ona wypisuje, ale daje Wam słowo, że to czysta prawda. W Kenii nie ma rzeczy niemożliwych!

Komentarze


bottom of page