top of page

420$. Dlaczego SAFARI w Kenii jest tego warte?

W Kenii znajduje się aż 25 parków narodowych oraz 23 rezerwaty przyrody. Najbardziej znane to między innymi Masai Mara oraz Tsavo. Można do nich dojechać samochodem, ale są i wycieczki oferujące tzw. "dolot". Wsiadacie do samolotu i dolatujecie na teren parku. Opcji jest wiele - od jednego dnia, po nawet tydzień codziennych game drive'owych wypraw na terenie parku. Jakiekolwiek safari wybierzecie - nie pożałujecie. Dajemy sobie za to obciąć rękę!


ALE W JAKI SPOSÓB TO OGARNĄĆ?

Jak to było u nas? Od początku przyjazdu planowaliśmy wybrać się na safari. Ze względu na to, że przez cały pierwszy miesiąc pobytu wynajmowaliśmy domek nieopodal Galu Beach, najbliższymi parkami narodowymi, do których można wybrać się na safari, był Park Amboseli oraz Tsavo East. Najstarszy i najdłuższy park narodowy w Kenii - Tsavo East. Nie ukrywam, że decyzja zapadła błyskawicznie, tuż po znalezieniu całkiem korzystnej finansowo oferty na 2-dniowe safari.

Najpierw kontaktowaliśmy się z tour guiderem przez Whatsapp (najczęściej używany komunikator w Kenii), po czym udaliśmy się do jego małego lokum (w Diani Beach), w którym finalizowaliśmy transakcję. Co ważne! Pamiętajcie, że w Kenii wszyscy, absolutnie wszyscy negocjują ceny. Nam początkowo też podano inną kwotę za wyjazd, ale od razu ją odrzuciliśmy. "Targowanie się" jest tu na porządku dziennym, przy dosłownie każdej transakcji.

Wracając do samego safari. W związku z tym, że rezerwowaliśmy 2-dniowe safari, niezbędny był nocleg w, bądź nieopodal parku. Takowe lokum są w cenie wycieczki. Długo nie mogliśmy zdecydować, który hotel wybrać. Zależało nam, by było to miejsce na terenie samego parku, a nie poza nim. Jest to znacznie wygodniejsze choćby ze względu na długość trasy, jaką trzeba pokonać dostając się do miejsca przed zachodem słońca. Ostatecznie wybraliśmy hotel o nazwie Voi Safari Lodge.


Teraz możemy z pełną odpowiedzialnością polecić to miejsce. Czysto, komfortowo, a "w piwnicy" hotelu wybudowane specjalne miejsce do obserwacji słoni. Kooosmos! Jeśli się tam zatrzymacie, koniecznie nie zapomnijcie pójść tam po zmroku, niesamowite przeżycie, ciarki na samą myśl!

Co więcej, jeśli macie ochotę, możecie dopłacić za opcję prywatnego safari, w przeciwnym razie najprawdopodobniej będziecie dzielić auto z nieznajomymi. Nam nie przeszkadzałaby obecność innych , choć w dzień wyjazdu okazało się, że będziemy mieć prywatny tour po safari (guiderowi nie udało się skompletować ludzi na wybraną przez nas datę).


JAK WYGLĄDA DZIEŃ NA SAFARI?

Wcześnie rano podjeżdża pod Wasze miejsce zamieszkania (hotel, hostel, apartament, whatever) transport i zabiera prosto na teren parku. Podczas drogi trwają negocjacje napiwku, bo niestety takowe są na porządku dziennym. Znamy historię, kiedy kierowca stanął w pewnym momencie na drodze i bez napiwku nie chciał dalej prowadzić. Różnie się zdarza. Dlatego warto skorzystać z usług sprawdzonego przewodnika.

Droga z Galu do bramy wjazdowej zajęła nam jakieś 2,5h. Przy wjeździe standardowo - zawsze znajdą się ludzie, którzy będą Wam chcieli sprzedać kapelusze, pamiątki, okulary i inne pamiątki za dużo wyższą, niż standardowa cena. Co kto lubi.

Let's get party started! Wjeżdżamy na teren parku narodowego!




"Waaaaaait, Stop it, stop it!" wykrzyknęła Wiktoria, zauważając spore stado słoni przy samym wjeździe na teren parku. No i zaczęło nam. Obojgu nam adrenalina gwałtowanie podskoczyła ku górze! Przygoda się zaczęła. Najcudowniejsze w safari jest fakt, że znajdujemy się w domu zwierząt. Zachowujemy należytą odległość i szanujemy ich prywatność. Jesteśmy tam tylko gośćmi i tak ma pozostać.



Nasz tour guider odpowiadał na wszystkie zadawane pytania odnośnie widzianych kolejno zwierząt. Najpierw naszym oczom ukazało się stado słoni, potem były zebry, strusie, buffalo, antylopy, żyrafa i lwy! Z lwami z resztą wiąże się najciekawsza historia. Zaraz do wjeździe na teren parku, nasz przewodnik zapytał Wiktorię, jakie zwierze chciałaby zobaczyć najbardziej. Bez zastanowienia krzyknęła - LWA!


10 minut później auto zaczęło gwałtownie przyspieszać. Nie wiedzieliśmy co się dzieje, czy nasz przewodnik przed kimś/ czymś ucieka? Jakież była radość, by się nagle zatrzymaliśmy nieopodal głównej ścieżki, a naszym oczom ukazał się leżący pod drzewem lew w towarzystwie uroczych lwic. Coś nieprawdopodobnego, byliśmy nawet świadkiem kłótni samca z samicami. Na drzewie koczował gibon (małpa), na którą najprawdopodobniej lew miał ochotę.

Emocji, jakie nam wówczas towarzyszyły nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć na własnej skórze!



Pierwszy "game drive", czyli nieprzerwany przejazd przez park narodowy, w poszukiwaniu zwierząt trwał u nas 3,5h. W porze obiadu udaliśmy się do hotelu, aby się zameldować oraz zjeść hotelowy posiłek, który notabene, również zawarty jest w cenie całego safari.

Koło godziny 16:00 nastał czas na wieczorny "game drive" trwający 2,5/3h. Udało nam się wtedy wychwycić pływającego w sądówce hipototama, obok którego przechadzały się lwy. Te później wystraszyły się słonia i uciekały w podskokach - widok wow! Na drodze w pewnym momencie pojawiło się mnóstwo zebr, nieopodal których zauważyliśmy też antylopy. Wypatrywanie dzikich zwierząt w akompaniamencie zachodzącego słońca, to niezaprzeczalnie najpiękniejsze, co w życiu widzieliśmy.



W drodze powrotnej do hotelu, po raz trzeci udało nam się wypatrzeć kilka lwic. Nasz przewodnik powiedział, że to coś naprawdę rzadko spotykanego. Dodał jeszcze, że przez ostatnich kilka wyjazdów na safari, nie widział ani jednego lwa. Coś nam się wydaje, że Wiktoria mogła je przyciągnąć - sama jest przecież zodiakalnym lwem!


Wróciliśmy do Voi Safari Lodge chwilę przed zmrokiem i udaliśmy się na kolację (również wliczona w koszta całej wycieczki). Dzień zakończyliśmy oglądając całe stada słoni, które przychodziły do sadzawki nieopodal naszego hotelu. Nawet nie wiemy kiedy minęły dwie godziny, to było piękne przeżycie. Wciągnęło nas niczym film z najlepszą fabułą.



Kolejny dzień rozpoczął się smacznym śniadaniem w hotelu, po czym udaliśmy się na check out i opuściliśmy hotel, tym samym udając się na poranny "game drive", by wypatrywać kolejnych zwierząt. Przywitało nas całe stado wild dogów (likaonów), po czym naszym oczom ukazały się hieny.



Mijaliśmy kolejne stada słoni, kilka żyraf i wciąż wypatrywaliśmy lamparta i geparda. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy zaobserwowaliśmy na głównej drodze świeże ślady geparda. Nasz tour guider był pewien, że zwierze znajduje się gdzieś w pobliżu. No niestety tych dwóch kotów finalnie nie widzieliśmy. Co nie zmienia faktu, że safari to jedno z najlepszych i najbardziej emocjonujących przeżyć w naszym życiu. Ta przyjemność kosztowała nas 210$ za osobę (all in) + 1000 kenijskich szylingów napiwku dla kierowcy i jest warta absolutnie każdych pieniędzy.

Nasze 2-dniowe safari składało się w sumie z trzech game drives. Popołudniowego, wieczornego oraz porannego. Po odbytej wycieczce, przewodnik zawiózł nas do domu. Koło godziny 16:30 byliśmy już w domu, w Galu.

* Jeśli ktokolwiek z Was ma ochotę skorzystać z usług firmy/ przewodnika, którego my wybraliśmy - skontaktujcie się z nami przez naszego fanpage na fb Awayholics.

Komentarze


bottom of page